Irlandzka Przygoda
Michał Szulc z Biłgoraja robi karierę muzyczną w Irlandii
Dwa lata temu 29-letni Michał Szulc był nauczycielem w LO im. ONZ w Biłgoraju. Teraz mieszka w Irlandii i jest jednym z muzyków zespołu Foreign Buddies.
Szulc ukończył Państwową Szkołę Muzyczną I stopnia w Biłgoraju, w klasie fortepianu. Uczył się też w LO im. ONZ, w klasie matematyczno-fizycznej. Po maturze studiował filologię rosyjską z językiem angielskim w Uniwersytecie Rzeszowskim. W czasie studiów poznał Dominika Muszyńskiego, lidera zespołu WADADA z Rzeszowa, grającego afro-kubańską muzykę etniczną. To on rozbudził u Michała zamiłowanie do instrumentów perkusyjnych.
Po uzyskaniu dyplomu Michał wrócił w rodzinne strony i rozpoczął pracę nauczyciela w liceum, do którego sam wcześniej uczęszczał. Prowadził lekcje języka angielskiego i rosyjskiego. Równocześnie rozpoczął kolejne studia zaoczne w Rzeszowie. Była to Edukacja Artystyczna w Zakresie Sztuki Muzycznej.
- Tam właśnie poznałem perkusistę Łukasza Romańskiego z Mielca. Zaczęliśmy grać razem w big bandzie w Mielcu. Występowaliśmy na scenach m.in. w Mielcu, Moskwie czy na festiwalu Octoberfest w Niemczech - wspomina Michał Szulc.
Wtedy też przyszedł im do głowy pomysł, by wyjechać na wakacje do Irlandii. Skompletowali zespół i latem 2005 r. pojechali do Youghal w południowo-wschodniej części kraju, gdzie mieszkał ich kolega Tomek Chlebowski z Mielca, pianista. Pięcioosobowy skład nazwali „The Whisky Band". W grupie był saksofonista, basista, pianista, perkusista i grający m.in. na kongach, dzwonach oraz innych instrumentach perkusyjnych Michał Szulc.
- Graliśmy na ulicach Youghal i położonego w pobliżu blisko 160-tysięcznego miasta Cork. Zatrzymywaliśmy się na ulicy i zaczynaliśmy grać. Przyjmowano nas życzliwie i nie szczędzono euro. Nawet pogoda nam sprzyjała, bo tamto lato w Irlandii było bardzo słoneczne, więc mogliśmy grać do woli - opowiada muzyk.
Już po kilku koncertach ulicznych otrzymali propozycję występów w klubach i pubach. Irlandczykom tak spodobała się ich muzyka, że do końca wakacji mieli zapełniony kalendarz. - Po dwóch miesiącach pracowicie spędzonych wakacji trzeba było podjąć decyzję, czy wracamy do Polski czy też zostajemy w Irlandii. Większość zdecydowała, że zostajemy. Dlatego na krótko wróciłem do Biłgoraja, żeby załatwić formalności i znaleźć muzyka, który zastąpiłby naszego saksofonistę, gdyż ten musiał wracać na studia. Udało się! Potem pojechałem od razu do Irlandii - wspomina Michał Szulc.
Data dodania: 2007-12-27 13:08:02, dodał Administrator

